środa, 4 marca 2015

Hania

"Chciałam Wam opowiedzieć o swojej chorobie.

Proszę tylko pamiętać, że wszystko to co opowiadam, to są moje własne doświadczenia, moje własne obserwacje i to co u mnie działa wcale nie znaczy, że u każdego innego będzie działało.

Zaczęło to się wiele lat temu.Przez ostatnie 5 czy 6 lat bardzo dużo problemów miałam z bólami kości. Ciągle miałam problemy z układem trawiennym , z żołądkiem, moje jelita nie pracowały tak jak trzeba. Po prostu nie czułam się dobrze, Bez przerwy, to mnie bolało kolano, to mnie stopa bolała. Od ok. połowy 2013 roku miałam bardzo duże bóle między łopatkami i kręgosłupa, i to się tak ciągnęło, aż doszło do takiego momentu, że w grudniu, ból między łopatkami był tak silny, że przeszkadzał mi spać. Nie mogłam spać, brałam środki przeciwbólowe, nic mi nie pomagało. Poszłam do lekarza. Mój lekarz domowy zasugerował żeby zrobić prześwietlenie płuc. Ja poszłam zrobić to prześwietlenie płuc , to na drugi dzień dowiedziałam się, że mam dwa bardzo duże guzy w płucach. Mój lekarz domowy popatrzył się i mówi, że nie wygląda to dobrze, że całkiem możliwe , że to jest rak , ale żeby to stwierdzić to trzeba najpierw wziąć wycinek i tak dalej.
I moja droga się od tego czasu zaczęła. Czyli od połowy grudnia 2013 roku. Wpadłam oczywiście w panikę. Przyszłam do domu, byłam przestraszona, ale miałam cały czas nadzieję, że się okaże, że te guzy na tych płucach nie będą niczym strasznym i na tym to się skończy. One były dosyć duże, jeden miał coś koło 4 cm a drugi był troszkę mniejszy.

Dostałam termin w styczniu na pójście do szpitala, żeby pobrać wycinek tych guzów i stwierdzić czym one są. Pod koniec stycznia pobrano mi ten wycinek i wysłano mnie na tzw PET scan, który robi się osobom chorym na nowotwory. Polega to na tym, że dożylnie podaje się glukozę razem z radioaktywnym środkiem, glukoza rozchodząc się po ciele przyczepia się tam , gdzie są miejsca zapalne. I potem robi się prześwietlenie całego ciała. Najpierw trzeba godzinę leżeć z tą substancją, po godzinie się prześwietla i wtedy się pokazuje czy jest nowotwór czy jakieś tam problemy. Jak wzięto mi ten wycinek, co nie było przyjemne, ja zaczęłam krwawić z ust, nigdy w życiu już bym tego nie zrobiła, i nie zgodziłabym się na to. Bo to trzeba było dosyć grubą igłę przez plecy z tyłu wbijać, żeby dojść do płuc i pobrać te komórki.
Czekałam na wynik, czekałam chyba około tygodnia na te wyniki. Lekarz powiedział mi, że są złe i dobre wiadomości. Zła to jest taka, że to jest rak, że jest nowotwór, ale dobra wiadomość , że to jest taki rodzaj nowotwora, który jest wolno rosnący i bardzo łatwy do wyleczenia. Jedna operacja i będzie po wszystkim i nie mam się czym przejmować i czym martwić. Trochę mi kamień z serca spadł, bo stwierdziłam : no tak , rak jest no ale jak nie jest aż taki najgorszy to jakoś to przeżyjemy. Będzie jedna operacja, wytną guzy w płucach i będzie po wszystkim, będzie koniec całej historii.

W międzyczasie w lutym przyszły wyniki tego PETscan, który pokazuje resztę ciała  i się okazało, że operacja niestety nie wchodzi w grę, ponieważ nie tylko w płucach jest ten rak, ale rozsiał się po wszystkich kościach, po całym szkielecie, właściwie cały kręgosłup, żebra, kości biodrowe itd. , że wszystko jest zaatakowane. I dowiedziałam się , że sytuacja nie jest taka wesoła jak była. Wówczas popadłam trochę w panikę, ale bardzo szybko podniosłam się. Stwierdziłam, że nie ma co panikować, jest tak jak jest, w tej chwili tego nie zmienię i muszę zabrać się do szukania informacji.

I zaczęłam czytać na internecie, absolutnie wszystko co jest tylko możliwe. I pierwsze co trafiłam to trafiłam na artykuł w gazecie, który opisywał dwa przypadki raka, który miały dwie sławne osoby.
Jedna to był Steve Jobs, który jest znanym komputerowcem, założycielem firmy Apple, i on właśnie miał taką samą chorobę jak moja. Okazuje się, że się nie poddał leczeniu i żył 24 lata razem z tym nowotworem.
A druga historia była aktora Patricka Swayze, który również miał taką samą chorobę i on przeżył niestety tylko ok. 9-ciu miesięcy ponieważ leczył się, więc dla mnie decyzja była w tym momencie łatwa.

W szpitalu zrobiono mi więcej testów i prześwietleń. Okazało się , że w mózgu mam 4,5 cm raka, okazało się, że w trzustce mam 4 guzy bardzo duże ponieważ miałam znowu wycinek pobrany z tej trzustki i również potwierdziło to komórki rakowe. Więc miałam 2 razy robione wycinki , raz z płuc a raz z trzustki. Wtedy leżałam w szpitalu i okazało się , że moja sytuacja jest beznadziejna, albo i gorzej niż beznadziejna.
Zaczęłam szukać rozwiązań, i zaczęłam studiować, bardzo intensywnie zaczęłam studiować, ponieważ w międzyczasie chodziłam do kliniki onkologicznej w szpitalu państwowym i widziałam 3 onkologów, i każdy z nich miał inną teorię. Jeden z nich twierdził, że mój rak jest bardzo agresywny, szczególnie ten w płucach i że jak nie poddam się chemioterapii to w ciągu miesiąca rozniesie się po całym ciele, co doprowadziło mnie do absolutnej paniki.
Ale po tym jak zaczęłam studiować i stwierdziłam, że jeżeli Patrick Swayze poddał się leczeniu i przeżył niecały rok, Steve Jobs nie poddał się leczeniu i z tą samą chorobą żył 24 lata, więc dla mnie wybór był oczywisty. Że nie poddam się żadnej chemioterapii, żadnej radiacji. Miałam nadzieję, że operacja będzie możliwa, się okazało, że nie. Potem moja córka powiedziała, że to był dar od Boga, że nie  musiałam robić operacji. Żadna operacja nie jest dla organizmu łatwa osłabia organizm.

Później okazało się, że ten rak był absolutnie wszędzie, rozniesiony po całym organizmie. Na koniec mi onkolog powiedział, że to jest tak jak pożar, cały dom płonie. I co z tego , że my z wiadrem pójdziemy i będziemy kanapę czy jeden pokój gasić, jak wszystko w płomieniach jest. W tej chwili jedyne leczenie to natychmiast leczyć tego guza mózgu i jedyne leczenie to jest promieniowanie czyli radiacja. Ja się pytam jakie skutki tego będą, jak to będzie wyglądało. On powiedział, że będę musiała brać zastrzyki z kortyzonu, co zrobi mnie bardzo otyłą, będę miała siny kolor, permanentnie wyłysieję, że włosy tam gdzie będzie radiacja już nigdy nie wrócą., iże będę całkiem łysa. I to mnie absolutnie przestraszyło. Jak zaczęłam szukać na internecie wszystkich danych, jakie są wyniki tego rodzaju leczenia i doszłam do wniosku, że  nie poddam się radiacji .

Wówczas znalazłam bardzo wiele materiałów na temat marihuany i szczególnie raka mózgu. Z tych wszystkich informacji jakie wyczytałam wynikało, że marihuana działa zupełnie dobrze na właśnie tego rodzaju rzeczy, które są w mózgu. Postanowiłam poddać się leczeniu marihuaną. To była moja decyzja.

Odmówiłam radioterapii, odmówiłam chemioterapii, ponieważ żaden z tych onkologów nie był pewien, czy to będzie pomagać. Na jednej z wizyt Janusz (mąż) zapytał się lekarza czy poddałby się sam takiemu leczeniu, jego zatkało. Nie potrafił nam odpowiedzieć, siedział długo i mówi w końcu :, ze tego rodzaju pytań nie zadaje się lekarzowi. A Janusz mówi , dlaczego?, w końcu tu chodzi o nasze życie, to jest proste pytanie,czy ty, gdybyś był w takiej samej sytuacji czy byś poddał się chemioterapii i radiacji? Nie chciał odpowiedzieć , ale po krótkiej chwili myślenia popatrzył się i powiedział : ja bym się nie poddał , na pewno ale gdyby to chodziło o moją rodzinę, moją żonę czy moje córki, to na pewno bym to zrobił, to bym je do tego namawiał.
Tak, że to nam dało do myślenia.
Poszłam do swojego lekarza domowego, zapytałam się jego, czy gdyby on był w takiej sytuacji jak ja i miał raka rozprzestrzenionego po całym ciele, czy poddałby się tego rodzaju leczeniu. On mi odpowiedział prosto patrząc mi w oczy, że nie, nie poddałby się,  absolutnie nie. Ja wtedy mu powiedziałam, że ja również taką decyzję podjęłam . Nie poddaję się i będę podróżowała. Mój onkolog powiedział, że nie będę podróżowała , że nie dam rady, że ten g€z w mózgu po prostu mnie zabije w ciągu paru miesięcy a nowotwór w kościach nie pozwoli mi chodzić i nie będę w stanie niebawem chodzić i się poruszać. Co udowodniłam, że jest nieprawdą . Bo pojechałam. Przez cztery miesiące podróżowałam ,co było bardzo przyjemne , ale były też trudniejsze chwile, ale przeżyłam.

Potem pojechałam do Melbourne do kliniki nowotworowej, która się specjalizuje w tego typu nowotworach jak mój i spotkałam się tam z profesorem, który nie wyraził żadnego zdania na temat mojej choroby, jak mu oświadczyłam, że używam marihuany, tylko skierował mnie jeszcze raz na prześwietlenie. I po tym prześwietleniu okazało się, że mój rak mózgu zniknął. Zniknął kompletnie. Powiedział, że mam nie martwić się już o raka mózgu. Natomiast w kościach pozostał i te kości mi bardzo, ale to bardzo dokuczają do dnia dzisiejszego.

Od tego właściwie powinnam zacząć- żadne cuda się ze mną nie stały, nie wyleczyłam się w ciągu chwili, nie uważam jeszcze , że jestem wyleczona. Nic takiego nie było, to wszystko była ciężka praca. Ja bardzo wiele godzin , właściwie setki godzin poświęciłam na to, żeby przestudiować wszystkie możliwe sytuacje w jaki sposób ja mogę sobie pomóc i w jaki sposób mogę się leczyć. Najpierw to była desperacja, nie potrafiłam u siebie w swoim mózgu poukładać.

Aż po paru miesiącach raptem znalazłam spokój, wszystko sobie ułożyłam , wytłumaczyłam,odrzuciłam myśl o chorobie kompletnie, stwierdziłam, że nie ma takiej choroby.
Ktoś z Was mi podesłał film : "Pięć Praw Natury " , gdzie właśnie jest mowa o tym ,że choroby nie istnieją, że istnieją tylko stresy i to są symptomy stresów. Ten film mi ogromnie pomógł w podjęciu takiej decyzji. I w ten sposób szukając różnych informacji , tak się stało jak się stało, tak, że żaden cud ozdrowienia nie przyszedł, tak jak czasami się słyszy, że ludzie się w ciągu tygodnia , czy tam w ciągu paru godzin czy dni się wyleczył. Nic takiego się nie zdarzyło.

To wszystko jest wynikiem ciężkiej pracy, którą ja nad sobą muszę robić.
Zmieniłam sposób jedzenia, sposób myślenia, sposób patrzenia na świat i wiele innych rzeczy.
I o tym Wam będę dokładnie opowiadała w następnych odcinkach.
Ponieważ to jest dosyć emocjonalne dla mnie, może trochę będą krótsze, te odcinki , abym tego zbyt nie przeżywała.

Tak, że tak to wygląda moi drodzy. Ten bardzo łagodny rak się okazał nie takim łagodnym i okazało się, że jest absolutnie wszędzie. Tak, że niestety medycyna tradycyjna nie dała mi żadnej nadziei, a właściwie zabrała mi nadzieję, ponieważ wszyscy jednoznacznie lekarze stwierdzili, że nie mam szansy żyć dłużej niż pół roku bez leczenia, a z leczeniem do 18 miesięcy. Tak mi powiedziano.
W tej chwili będzie niedługo 14 miesięcy :) a ja ciągle jestem i całkiem nieźle się czuję. Dzisiaj się czuję świetnie . Mam dni kiedy się czuję absolutnie super, są dni kiedy się czuję gorzej. Ja Wam dokładnie opowiem jakie ja mam symptomy i jak to wygląda. Dla mnie najgorsze są noce, kiedy idę spać , a bóle kości są bardzo ale to bardzo silne. A w ciągu dnia zupełnie nieźle sobie radzę. "

II część

"Nie mam żadnego medycznego wykształcenia i wszystko to co ja mówię jest oparte tylko i wyłącznie na moich własnych doświadczeniach, przeżyciach. Ja nikomu nic nie radzę. Każdy musi ze swoim problemem sam sobie poradzić. Najlepiej niech szuka rady lekarza. Nawet jeżeli chodzi o marihuanę , warto skonsultować się z kimś profesjonalnym na ten temat, żeby czuć się pewniej. "

"Ja miałam tyle wiary i nadziei w medycynę, że mi pomoże , że nie ma nic takiego czego by lekarz nie mógł rozwiązać. I raptem stanęłam jakby przed murem, wszystko się zapadło. I raptem usłyszałam : nie mamy dla ciebie nic nie możemy ci nic zaoferować oprócz chemioterapii. Ja nie bardzo miałam jakichkolwiek informacji n.t. chemioterapii. "

"Miałam bardzo duże wsparcie swojej córki, która jest pielęgniarką. Ona pracuje z ludźmi chorymi na nowotwory, pracuje szpitalach. Widzi wiele przypadków . Ona była bardzo przeciwna i operacji i radiacji i chemioterapii. Ona ogromnie odmawiała mnie od tego. I zawsze mi mówiła: " mamo, wszystko czego potrzebujesz, żeby być zdrowa to masz w sobie, jesteś silna i dasz radę. W tej chwili twoim największym przyjacielem to jest twoja wątroba, która jest zdrowa i twój system obronny, który masz silny. I musisz je pokochać, dbać o nie i pielęgnować. I to wszystko co musisz robić, a choroba sama przejdzie. "


To była I i fragmenty II części opowieści Hani . Dalsze są na Youtube,  w linkach poniżej:



295.  Historia mojej choroby część I
296.  Historia mojej choroby- marihuana - czesc 2

282.  Jak Hania sie czuje

262. Wyniki mojego leczenia

246. Sok, szarlotka i ciag dalszy nastapi:)

237. Dla zainteresowanych. Informacje o mojej chorobie cz 2
236. Dla zainteresowanych, Informacje o mojej chorobie

228. Jak Hania sie leczy

196. Troche o moim raku!

194. Dostalam diagnoze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz